Z formą przedświąteczną u nas bywało różnie, choć ostatnio udało nam się to poprawić. Już dziś kolejny sprawdzian tego typu, ponieważ Wielki Czwartek okrasimy spotkaniem z Wilgą Garwolin.

Pojedynek łatwy tylko w teorii
Kibic, który nie śledził szczegółowo tabeli kolejka po kolejce, może stwierdzić, iż będzie to miły i przyjemny spacer dla piłkarzy Błonianki. I rzeczywiście może tak być, lecz z takim nastawieniem przyjechaliśmy jesienią do Garwolina i przy okazji już późnoletniej aury dostaliśmy kubeł zimnej wody w postaci wyniku 2:6. Nikt w Błoniu nawet nie zakłada podobnego scenariusza, więc od pierwszych minut musimy być bardzo skupieni, bowiem Wilga musi chwytać każdą okazję na zdobycie punktów. Naszym zadaniem będzie takowej nadziei nawet nie podarować przeciwnikom, choć jak wiadomo będzie to ciężkie zadanie. Bardzo liczymy, że w drodze do zwycięstwa kolejny raz dużym pomocnikiem będzie własny obiekt.
Tonący brzytwy się chwyta
Wilga Garwolin rozpoczęła rundę całkiem obiecująco, remisując w dwóch pierwszych kolejkach z Hutnikiem Warszawa i Oskarem Przysucha. W obu spotkaniach tydzień po tygodniu padł wynik 2:2. Prawdziwy sprawdzian został jednak przez czerwono-niebiesko-czarnych oblany, ponieważ w poprzedniej serii spotkań ulegli 0:1 swojemu bezpośredniemu rywalowi w walce o utrzymanie – Marcovii. Miejmy nadzieję, że frustracja z tamtego meczu nie przełoży się na starcie z nami i nie wrócą wspomnienia z jesiennego pobytu przy Sportowej 34.
Ostatnie spotkanie
Przedostatni dzień sierpnia nie zapowiadał takiego pogromu. Tamtego dnia w mecz nieznacznie lepiej weszliśmy my, czego efektem była pierwsza bramka Aleksandra Stawiarza w naszych barwach. Wtedy do roboty wkroczył Emmanuel Obi, który jeszcze przed przerwą wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. W drugiej odsłonie Wilga kontynuowała dobrą passę, a gole Karola Habera i wspomnianego wcześniej Obiego definitywnie dobiły nasze nadzieje na jakiekolwiek punkty tego dnia. W tamtym meczu w graczy Wilgi wstąpiła moc, dzięki której zdobywali trafienia i uspokajali grę. Dzieła zniszczenia dopełnili na nieco ponad dwadzieścia minut nasz „ulubieniec” Obi oraz Damian Papiernik z rzutu karnego.