ZAPOWIEDŹ MECZU | Błonianka Błonie – Oskar Przysucha

Kalendarzowe lato pożegnamy meczem u siebie, a naszym rywalem będzie Oskar Przysucha. Mimo niekorzystnego wyniku w poprzednim meczu jesteśmy w stanie sięgnąć po pełną pulę.

Nie zatonąć

Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że podczas pierwszych kolejek co tydzień są spore roszady w tabeli. Niestety po ostatnim zderzeniu ze ścianą (czyt. Hutnikiem) zaczęliśmy znów niebezpiecznie dryfować w dolne zakamarki stawki. Dodatkowo, gdy twój napastnik nie strzela nawet z rzutu karnego, to wiedz, że musi wydarzyć się jakiś przewrót. I nie mówimy tu co prawda o przewrocie majowym, ale póki co ciężar zdobywania bramek muszą brać na siebie inni zawodnicy. Warto przy tym dodać, że cieszy forma Olka Bilonozhko, który pokazuje, że wie, po co znalazł się w konkretnym miejscu na boisku. Mamy też nadzieję, że zajęcia z dobrze nam znanym trenerem Łukaszem Ochockim wpłyną na mentalność zawodników Błonianki przed sobotnim starciem.

Zdecydowanie Oskar, nie Oskarek

Sztab zespołu z Przysuchy zdecydowanie wyciągnął lekcję z poprzedniego sezonu i nie planuje zagościć w dolnej części tabeli. Oskar jeszcze parę kolejek temu cieszył się z bardzo cennego remisu z Hutnikiem, by potem wygrać dwa mecze z rzędu. Teraz przed nimi kolejny przystanek, czyli Legionów 3a. Bilans naszych spotkań jest ostatnio bardziej korzystny dla rywala, lecz my wierzymy, że magia naszych trybun poniesie Błoniankę do zwycięstwa. Bo przecież doskonale wiemy, jak bardzo potrzeba nam zwycięstw i dobrych chwil, by móc budować prawdziwą drużynę.

Ostatnie spotkanie

Nasze poprzednie starcie odbyło się na kilka dni przed majówką na Stadionie Miejskim przy ulicy Radomskiej w Przysusze. Tego dnia kibice, którzy spóźnili się nawet kilkanaście minut, nie stracili zbyt wiele, bowiem pierwsza bramka padła dopiero pod koniec pierwszej połowy za sprawą Maksymiliana Vogtmana. Tego dnia piłkarze gospodarzy postanowili też wyręczyć Błoniankę w strzelaniu goli. W 64. minucie niecodziennego, wręcz kuriozalnego samobója wpakował Aleksander Bojanowicz. Więcej goli widzowie już nie obejrzeli, za to arbiter od momentu drugiego trafienia pokazał graczom 4 żółte kartki – po dwie w obu ekipach.