ZAPOWIEDŹ MECZU | KTS Weszło – Błonianka Błonie

Mecz z Weszło zazwyczaj zwiastuje koniec sezonu. Podobnie jest i tym razem, liga na ostatniej prostej, a my podejmiemy rozpędzonego lidera.

Zadanie z gatunku tych trudnych

Nasza obecna passa, delikatnie mówiąc, nie powala na kolana. Na pięć ostatnich meczów wygraliśmy zaledwie jeden, reszta wyników świeci się na czerwono. W najbliższym spotkaniu o przełamanie będzie na pewno bardzo trudno, lecz nie dzielmy skóry na niedźwiedziu. Błonianka lubiła zaskakiwać i pokazała to niejednokrotnie w momentach, gdy mało kto wierzył w powodzenie misji. Dziś ta misja co prawda nie ma takiej rangi jak jeszcze miesiąc temu, ale prawdziwa drużyna gra do samego końca. Porażka z Legionovią była minimalna. Z Łomiankami natomiast zaczęliśmy od gola Olgierda Wełny, a mimo to rywal zdołał ostatecznie przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę.

Lider nie ma w myślach się zatrzymywać

KTS w przeciwieństwie do nas jest w wyśmienitej dyspozycji. Na pięć ostatnich starć wygrał cztery. Przegrał jednak niespodziewanie z Mazurem Karczew 1:2. Miało to miejsce 9 maja i był to swego rodzaju bodziec motywacyjny, bowiem od tamtego czasu w trzech meczach stracili zaledwie jednego gola. To dowód na to, iż przez obronę gospodarzy będzie piekielnie ciężko przejść. Liczymy oczywiście na swoje szanse, jednak sytuacja pokazuje nam, że jeśli już się jakaś nadarzy, trzeba będzie za wszelką cenę starać się ją wykorzystać.

Ostatnie spotkanie

Poprzednie starcie tych drużyn wywołało wiele emocji i byliśmy blisko pokonania bardzo trudnego rywala. To jednak KTS wyszedł na prowadzenie w 42. minucie i zszedł do szatni z jednobramkowym prowadzeniem. My w drugiej połowie wyrównaliśmy za pośrednictwem wykorzystanego karnego Illii Zaporozhchenko. Weszło nie wypadło z transu i już w 58. minucie znowu prowadzili, ale my nie chcieliśmy dać za wygraną i trzy minuty później za sprawą Szymona Śmiecińskiego znowu mieliśmy remis. Marzenia o dobrym wyniku zamknął jednak golem na 3:2 Damian Pawłowski. Walczyliśmy do końca, mimo że rywal grał w przewadze jednego zawodnika, lecz niestety nie udało nam się trzeci raz wyrównać stanu spotkania.