Dotarliśmy do drugiej z rzędu środy z 4. ligą mistrzów, stad już o 18 nasi piłkarze wybiegną na murawę przy Legionów powalczyć o kolejne punkty.

Postawić znak jakości
Naszym ostatnim spotkaniem udowodniliśmy, że nawet z teoretycznie nieciekawej sytuacji, dzięki walce i uporczywości, jesteśmy w stanie zrobić dobry wynik. Grunt to teraz udowodnić, iż nie był to jednorazowy zryw. Liga nie bierze jeńców i po układzie tabeli widzimy, że tutaj jednym dobrym meczem można namieszać trochę w układzie, nie mówiąc już o serii dobrych spotkań. Ursus nie będzie musiał walczyć o życie i to będzie już dla nas odskocznią od ostatnich rywali. Jest to również sezon, w którym jesteśmy nad „Traktorkami”. Czy tak samo górą będziemy w bezpośrednim starciu? Jesienią byliśmy nieznacznie lepsi, teraz czas na udowodnienie swojej pozycji i dobitne utwierdzenie w przekonaniu, iż nasze obecne miejsce nie wzięło się z przypadków lub dobrych układów tabeli.
Ursus w (nie)pełnym gazie
Seria ostatnich trzech zwycięstw oraz czterech meczów bez porażki to z pewnością powody do dumy i zadowolenia w obozie gości. Należy jednak pamiętać o tym, iż taka seria dała na razie jedynie większą pewność na utrzymanie. Nasz najbliższy przeciwnik raczej nie zaliczy obecnego sezonu do udanych, choć jak wiadomo jeszcze sporo przed nami. Gonić jest kogo, bowiem przed nimi jest między innymi jeden z beniaminków – KS Łomianki – z którym notabene rozprawili się nie tak dawno, wygrywając 4:2. Liczymy jednak na to, iż gonienie środka tabeli rozpocznie się dopiero w weekend, skoro i tak jeszcze tyle kolejek przed nami do rozegrania. Liczymy, że dobra passa (dodatkowo 5:1 z Marcovią i przed paroma dniami 2:0 z Piasecznem) zostanie zatrzymana właśnie przy Legionów. No bo gdzież by indziej, jak nie w twierdzy Błonie.
Ostatnie spotkanie
Przed naszym ostatnim starciem na początku października marzyliśmy, by przerwać złą passę meczów z Ursusem. Spotkanie nie zaczęło się po naszej myśli, ponieważ po długim czasie oczekiwania jedyną bramkę w pierwszej połowie strzelili gospodarze. Błonianka czekała i czekała, wielu traciło nadzieję już nawet na remis, gdy wtedy do akcji wkroczył Olgierd Wełna. W trzy minuty strzelił dwa gole i zamienił naszą drogę do piekła w Mleczną Drogę do nieba. Gracze, trenerzy, spiker oraz kibice jeszcze długo nie mogli dojść do siebie po tym, co wtedy zobaczyli. Od tamtego czasu Olgierd rozpoczął swoją przemianę pokrytą ciężką pracą, która z niezmiernie pozytywnymi efektami trwa do dziś!