Koniec listopada, początek grudnia, więc czas na podsumowanie tego, co wydarzyło się podczas rundy jesiennej w rozgrywkach Decathlon 4. Ligi Mazowieckiej.

Błonianka spędzi zimową przerwę na piątym miejscu dzięki temu, że w ostatniej kolejce wygrała pewnie z Makowianką 3:0, a Legionovia potknęła się u siebie z Łomiankami. Trzeba natomiast podkreślić, że tę pozycję zawdzięczamy głównie ciężkiej pracy i nieustępliwości od samego startu ligi. Już przed sezonem wiedzieliśmy, że czołówka stawki pozostanie bez zmian, jednak po rozpoczęciu rozgrywek z każdą kolejką nabieraliśmy wiatru w żagle.
Tego wiatru było bardzo dużo od razu po inauguracji, gdy przejechaliśmy się w Piasecznie po lokalnym MKS-ie 4:1, a dublet już na samym początku sezonu ustrzelił Szymon Śmieciński. Napędzeni wygraną na starcie, tydzień później przywitaliśmy się z Błoniem cennym zwycięstwem nad Mszczonowianką 2:1. Inauguracja na wyjeździe i w domu zaliczona na plus, można jechać dalej. I to faktycznie troszkę dalej, ponieważ trzecia kolejka to spotkanie z Victorią z Sulejówka, która spadła do nas z 3. ligi. Niestety było to widać na tablicy wyników na koniec meczu, ponieważ to nasze pierwsze zderzenie ze ścianą – 0:2 w plecy. Nie opuszczając głowy w dół, mieliśmy nadzieję na odegranie się na ekipie z Przasnysza, która przyjeżdżała do Błonia tydzień później, lecz niestety to starcie będzie jednym z tych, które najchętniej szybko wymazalibyśmy z pamięci. Na pożegnanie wakacji udaliśmy się 30 sierpnia do Garwolina, by zmierzyć się tam z Wilgą, która przed meczem z nami miała jeden remis i 3 porażki. I tu wydarzyło się coś, czego chyba nawet najstarsi mędrcy tego świata nie byliby w stanie przewidzieć. Wynik 6:2… dla gospodarzy wyrażał więcej niż tysiąc słów.
Wrzesień zaczął się dla nas trochę lepiej, ponieważ wróciliśmy na zwycięski szlak, pokonując pewnie Mazur Karczew 2:0 mimo niestrzelonego karnego w pierwszej połowie. Cieszyło nas pokonanie rywala, z którym musieliśmy zdobyć komplet punktów, by poważnie myśleć o bezpiecznym utrzymaniu jeszcze przed końcem rundy. W międzyczasie dostaliśmy informację o wycofaniu się z rozgrywek Okręgowego Pucharu Polski naszego pierwszego przeciwnika, czyli Naprzodu Zielonki. Efektem tego było przyznanie Błoniance walkowera. Wracając jednak do ostatniego starcia ligowego. Ta wygrana była ważna również dlatego, że już w następnej kolejce czekał nas wyjazd na Hutnik. Starcia z pomarańczowo-czarnymi zawsze były dla nas ciężkie i nie inaczej było wtedy. Przegraliśmy tę wyjazdową potyczkę, mimo że do pierwszej połowy prowadziliśmy po bramce Olka Bilonozhko. Drugie czterdzieści pięć minut należało niestety do gospodarzy, którzy zdołali odrobić straty i zgarnąć trzy punkty. Tydzień później byliśmy świadkami istnego thrillera w postaci meczu z Oskarem Przysucha. Choć przez większą część meczu nic na to nie wskazywało, bo prowadziliśmy 2:1, to w końcówce zaczęło się gotować. W doliczonym czasie goście zdołali wyrównać stan spotkania, lecz tylko na chwilę, bowiem do akcji po raz kolejny wkroczył Szymon Śmieciński i dał nam tak ważne zwycięstwo.
Po takiej batalii parę dni później udaliśmy się na Ursus, by rozegrać kolejną rundę pucharową z rezerwami warszawskiej ekipy. Zapewne większość z nas, szczególnie po ostatnich dokonaniach Błonianki, myślała, że będzie to w miarę łatwy spacer. Rzeczywistość okazała się niestety zgoła inna. Przez większość meczu to gospodarze dyktowali warunki i tempo, a efektem tego było ich trafienie w 69. minucie. Mimo sporego zapasu czasowego nie udało nam się doprowadzić nawet do remisu i sensacyjnie odpadliśmy z rozgrywek praktycznie na ich starcie. Nie można było jednak spuścić głowy w dół, ponieważ już w weekend zaplanowany był kolejny wyjazd, tym razem do Marek, by sprawdzić formę kolejnej nowej drużyny w stawce. Co prawda Marcovia przez praktycznie całe spotkanie broniła dostępu do własnej bramki, ale na szczęście mieliśmy wtedy Kacpra Chojnowskiego, który dał nam zwycięstwo w samej końcówce.
Tydzień później ponownie zagościliśmy przy Sosnkowskiego, by tym razem sprawdzić gościnność pierwszej ekipy Ursusa. Ten teren również nie należał do naszych ulubionych, szczególnie po ostatnich wydarzeniach. Niestety jak na złość tym razem też z początku nie było inaczej. Gospodarze wyszli na prowadzenie i na przerwę to oni schodzili w lepszych nastrojach. W drugiej połowie niewiele wskazywało na odwrócenie sytuacji. Gdy już nawet najwierniejsi kibice zaczynali mieć wątpliwości co do powodzenia tej misji, sprawy w swoje ręce wziął Olgierd Wełna, który niczym rasowy pięściarz wyprowadził dwa nokautujące ciosy w przeciągu trzech minut. W ten sposób w końcu odnieśliśmy bardzo cenne zwycięstwo na stadionie Ursusa. 11. kolejka to spotkanie z wracającą do formy Mazovią. Co ciekawe, ten mecz był kopią czerwcowego starcia między tymi drużynami. Niestety wtedy przegraliśmy 0:1, podczas gdy myśleliśmy, że uda nam się ukraść mocnej ekipie punkty. Tak było i tym razem. Niespełna siedem dni potem, bo w piątkowy wieczór udaliśmy się do Ożarowa Mazowieckiego na derby powiatu, które po zaciętym meczu padły naszym łupem. Następna kolejka, choć 13., wcale nie była dla nas pechowa. Wręcz przeciwnie, bo bardzo pewnie po dobrym meczu pokonaliśmy ówczesnego lidera Legionovię 2:0.
Po tak emocjonującym spotkaniu przyszedł czas sprawdzić formę kolejnego beniaminka. Tym razem z racji dnia Wszystkich Świętych naszą kolejkę rozgrywaliśmy w piątek 31 października. Były to również derby powiatu, co zostało ogłoszone przez spikera przed meczem. Niestety już samo spotkanie nie poszło kompletnie po naszej myśli. Adekwatnie do tego dnia, Błonianka jakby przestraszyła się rywala i poniosła drugą najwyższą porażkę w sezonie. Byliśmy delikatnie zdziwieni tym, jak w przeciągu niespełna tygodnia zmieniła się gra naszych piłkarzy. Tydzień później podejmowaliśmy u siebie KTS Weszło. Tu zobaczyliśmy już zupełnie inną drużynę, która walczy. Niestety nie udało się z tej batalii wyciągnąć nawet punktu, choć było blisko, bowiem dwa razy wyrównywaliśmy stan spotkania. Na szczęście dwie ostatnie kolejki to najpierw pewne zwycięstwo 2:0 z Talentem Warszawa, które zapewniliśmy sobie w drugiej połowie w przeciągu czterech minut, a następnie zamknięcie rundy z Makowianką w Błoniu Mimo późnych dni listopadowych byliśmy świadkami bardzo słonecznej pogody. To chyba dodało Błoniance dodatkowej energii, ponieważ mimo tego, że przeciwnik nacierał, to właśnie nasi gracze trafiali do siatki. W efekcie dostaliśmy bardzo piękne, adekwatne do pogody widowisko.
17 meczów, 30 punktów, 30 goli, 5. miejsce w tabeli. Widząc takie wyniki aż chce się dobrze odpocząć i zregenerować, a następnie na pełnych obrotach wrócić do treningów, by na wiosnę utrzymać dobrą formę i udowodnić rywalom, że Błonianka z dwóch poprzednich sezonów to już przeszłość. Czas powalczyć o znacznie wyższe cele!