Parafrazując pewien internetowy klasyk, „może ta przerwa jednak za długa…” Błonianka wyglądała w niedzielę, jakby przerwa między rundami trwała co najmniej dwa razy tyle. Brak woli walki i chęci, by kreować grę, poskutkowały tym, że to Mszczonowianka zgarnęła pierwsze punkty w tej rundzie.

Po pierwszej połowie mieliśmy jeszcze nadzieję
Choć w mecz lepiej weszli gospodarze, którzy tuż po pierwszym gwizdku byli pod naszą bramką i oddali celny strzał, nasi zawodnicy próbowali przechodzić do ofensywy. Nie podłamał nas też bardzo szybko zdobyty gol przez Mszczonowiankę. Odpowiedzieliśmy trzy minuty później. Co prawda była to bramka samobójcza, ale gol to gol. Później z każdą minutą dało się odczuć lekkie uspokojenie z obu stron, jednak z naciskiem na słowo „lekkie”. Był to taki czas w meczu, w którym i jedni i drudzy mogli wyjść nagle na prowadzenie, choć z każdą minutą bliżej końca pierwszej połowy dało się zauważyć delikatną przewagę Mszczonowa. Mimo tego brakowało finalizacji.
W tym miejscu należy się zatrzymać na chwilę i pochwalić naszego nowego bramkarza Dominika Wyszyńskiego, który od pierwszych minut był bardzo czujny podczas swojej pracy na linii bramkowej. To samo tyczyło się też ostatniej akcji połowy, kiedy wszyscy wstrzymaliśmy oddech, gdy futbolówka krążyła w naszym polu karnym.
Zjazd lepszy niż w Alpach na nartach
Podczas gdy główkowaliśmy nad tym, jak będzie przebiegała druga połowa spotkania, na naszych oczach rysowała się smutna i szara rzeczywistość, mimo że pogoda tego dnia była naprawdę przyjemna. Niestety słonecznie i miło nie było na boisku, szczególnie patrząc przez pryzmat kibica Błonianki. W pierwszej odsłonie widać było choć śladowe ilości akcji. Nasi piłkarze nie poszli jednak za ciosem, a przewaga Mszczonowianki po rozpoczęciu drugich czterdziestu pięciu minut znowu zaczęła stopniowo być widoczna. Przeczuwaliśmy tragedię i niestety ziściło się to szybciej, niż każdy z nas myślał.
W 68. minucie gospodarze wyszli na prowadzenie i tego prowadzenia nie oddali już do końca meczu. W sumie nie było tutaj zbytnio czego oddawać, bo nie było na to chętnych. Błonianka, mimo czerwonej kartki rywali, nie była w stanie w dogodny sposób zbliżyć się do pola karnego, by zagrozić bramce Mszczonowianki. Mamy nadzieję, że to po prostu delikatne nie wybudzenie ze snu zimowego i już w następnej kolejce w Błoniu pokażemy na co nas stać. Bo piąte miejsce na jesień brzmiało bardzo dobrze, ale niestety samo się nie utrzyma. Czas wziąć się do porządnej pracy.
15 marca 2026, Żyrardów
Mszczonowianka 2:1 Błonianka Błonie
Bramki: 7′ Przybył, 68′ Stankiewicz – 10′ Kalisiak (sam.)
Skład Błonianki: Wyszyński – Zborowski (74′ Rutkowski), Mężyk, Woronowicz, Gala, Markowicz – Podolski, Kromka (60′ Chojnowski), Kostyk (74′ Stawiarz) – Bilonozhko (74′ Borkowski), Wełna