Ten mecz mógł być tylko zwyczajnym dokończeniem sezonu, jednak w Makowie okazało się, że obie drużyny pozostawiły sobie na ostatnią kolejkę sporo paliwa w baku.

Zmiennie nie tylko w pogodzie
Północne Mazowsze lubi przywitać nas niepewną pogodą i nie inaczej było tym razem. Zawirowania w tej kwestii były bardzo prawdopodobne, dużo bardziej niż te boiskowe. Mecze zamykające sezon rządzą się swoimi prawami, zwłaszcza wtedy, kiedy żadna z drużyn nie gra ani z nożem na gardle, ani z nadzieją na osiągnięcie czegoś wielkiego. Szybko okazało się jednak, że nie będzie to typowe spotkanie dla koneserów. Emocje buzowały od pierwszego gwizdka zarówno na placu gry, jak i na ławkach rezerwowych.
Z tymi emocjami na początku lepiej poradzili sobie zawodnicy Błonianki… choć z drugiej strony moglibyśmy napisać, że nie poradził sobie z nimi jeden z graczy Makowianki, który w 21. minucie po składnej akcji biało-zielonych wbił piłkę do własnej bramki. Kiedy zamierzaliśmy pójść za ciosem, do roboty wzięła się jednak ekipa gospodarzy. Punkt kulminacyjny pierwszej połowy nastąpił w jej końcówce. Najpierw Yorlin Medina wyrównał wynik spotkania, a chwilę później znakomitą okazję wraz z dobitkami do spółki zmarnowało kilku piłkarzy Błonianki.
Emocji wręcz za dużo
Po przerwie aktywniejsza w ataku była Makowianka. Liczne dośrodkowania nie przekładały się jednak na efekty bramkowe. Rywale bili (dosłownie) głową w mur do 76. minuty, kiedy Oscar Zapata dał swojemu zespołowi upragnione prowadzenie. To był natomiast tylko początek tego, co najciekawsze. Emocje zaczęły buzować na 5 minut przed zakończeniem podstawowego czasu gry drugą, dyskusyjną żółtą kartkę otrzymał Wiktor Podolski. Po kilku kolejnych minutach Błonianka grała już w dziewiatkę, a Makowianka w dziesiątkę. Za przepychanki i starcia słowne sędzia wykluczył z meczu Aleksandra Stawiarza i Kacpra Małkiewicza.
Na boisku zrobiło się zdecydowanie więcej miejsca, co postanowił wykorzystać Illia Zaporozhchenko. Nasz pomocnik znalazł dogodną pozycję i mimo znacznej odległości od bramki posłał atomowe uderzenie, z którym golkiper z Makowa nie miał szans sobie poradzić. Błonianka po raz kolejny pokazała, że potrafi walczyć do samego końca, nawet w osłabieniu. Idealnym scenariuszem byłoby oczywiście zwieńczenie sezonu zwycięstwem, ale remis wydarty w tych okolicznościach, szczególnie po tak pięknym trafieniu, również smakował nieźle.