Mecz (dosłownie) do jednej bramki | Błonianka Błonie 0:1 RKS Ursus

Może nie był to typowy mecz dla koneserów, ale wielu fajerwerków w ostatnią środę przy Legionów nie uświadczyliśmy. Tym razem to my tracimy bramkę w końcówce i dajemy Ursusowi jeszcze większą pewność pozostania w 4. lidze.

Nikt nie chciał tego wziąć

Patrząc z perspektywy pierwszej połowy, sprawy nie miały się ani świetnie, ani tragicznie. To Ursus był jednak groźniejszy pod naszą bramką, co udowodnił już w kilka minut po rozpoczęciu. Najlepszą sytuacją Błonianki do strzelenia gola był strzał Olgierda Wełny, który obrońca gości heroicznie obronił piłkę nogami. Poza tym trudno było mówić o wielkim zagrożeniu ze strony biało-zielonych. Mocno dawały się we znaki za to emocje pozasportowe, ponieważ wielokrotnie, szczególnie na początku, dochodziło do starć między zawodnikami obu drużyn. W niektórych momentach aż dziw, że sędzia nie sięgnął ani razu po żółty kartonik. Na trochę przed gwizdkiem na przerwę sytuacja trochę się unormowała i sędzia mógł w spokojniejszym nastroju zaprosić obie ekipy do szatni.

Raz na wozie, raz pod wozem 

Rzadko kiedy ostatnio w meczach Błonianki bywało tak, że połowy były sobie równe. Tak więc po przeciętnych pierwszych czterdziestu pięciu minutach na trybunach był apetyt na widowisko. To jednak opóźniało się z każdą kolejną upływającą minutą. W pewnym momencie oba sztaby zdecydowały się na zmiany, lecz i te nie przyniosły zamierzonych efektów. W prawdzie w naszych szeregach Adrian Kromka próbował przedzierać się środkiem boiska, jednak później brakowało zdecydowania i pomysłu na doprowadzenie akcji do końca.

Do końca meczu pozostawało coraz mniej czasu. W przerwie dwaj kibice odbyli między sobą krótką rozmowę. Stwierdzili zgodnie, że ten mecz zakończy się po prostu bramką przepchniętą na 1:0, na końcu dodając oczywiście, że „oby na naszą korzyść”. Tożsamości tych gentlemanów nie będziemy Państwu zdradzać, ale mieli rację. Ten mecz rozstrzygnął się w doliczonym czasie gry. Niestety na nieszczęście Błonianki to Ursus wyszedł na prowadzenie. Nasi piłkarze jak rażeni piorunem ruszyli do rozpaczliwego ataku. Celny strzał Kacpra Chojnowskiego obronił bramkarz przyjezdnych, a przed samym końcowym gwizdkiem mieliśmy jeszcze groźnie wyglądający stały fragment gry. Ostatecznie jednak to Traktorki mogą teraz powiedzieć, iż był to dla nich udany rewanż. Nam nie pozostaje nic innego, jak tylko zacisnąć pięć i oczyścić głowę przed sobotą, ponieważ właśnie wtedy udamy się Mińska Mazowieckiego na starcie ze znajdującą się na ligowym podium Mazovią.